konflikt usa z iranem

Konflikt mezi Izraelem a Hamásem má významnou, více než 50% pravděpodobnost, že se do něj zapojí militantní skupiny v Libanonu nebo Sýrii, což by mohlo vést k přímé konfrontaci s Íránem. To by zase mohlo vést k větším poruchám na ropných trzích, než finanční trhy v současnosti očekávají. Ukraine-Liveticker 2023: Aktuelle News & Nachrichten zum Ukraine-Krieg Lesen Sie die neuesten Berichte & Meldungen im Liveticker der FAZ Bagdád – Krvavá válka, která skončila bez vítěze. Tak se dá popsat osmiletý konflikt mezi Irákem a Íránem, jenž vypuknul 22. září 1980. Boje si na obou stranách vyžádaly na milion lidských životů, což tuto válku řadí mezi nejhorší ve 20. století. Konflikt se ke konci proměnil v krvavou zákopovou válku, která navíc skončila bez jasného vítěze - obě země 9. listopadu 2023 6:36. Spojené státy podruhé v posledních týdnech uskutečnily útok na zařízení ve východní Sýrii, které podle Pentagonu využívají íránské revoluční gardy a na ně napojené skupiny. Ve středu to oznámil americký ministr obrany Lloyd Austin. Úder je odvetou za přibývající útoky na americké základny. Na noc tu máme ešte jeden zaujímavú graf, do ktorého sú zaznačené jednotlivé udalosti z konfliktu USA a Iránu. O tejto kríze sme písali aj na Kryptomagazine. Desivý konflikt nakoniec, zdá sa, nebude eskalovať až do vojny. Prezident Trump totiž včera vo večerných hodinách vyhlásil, že by chcel všetko urovnať. Verheiratete Frau Flirtet Mit Verheiratetem Mann. Wzrost napięć między USA i Iranem nie doprowadzi raczej do wojny. Iran jednak nie ustąpi pod naciskiem sankcji i będzie eskalował działania odwetowe. To natomiast postawi USA w niezręcznej sytuacji i może skłonić do zaatakowania Iranu. Wyraźnym beneficjentem sytuacji będzie natomiast Rosja. Ostatnia eskalacja napięć związana jest z zapowiedzią nieodnowienia przez USA wyłączeń z sankcji nałożonych na Iran i dotyczących jego sektora energetycznego. Sankcje zostały wprowadzone w listopadzie ubiegłego roku, ale osiem państw, w tym Turcja, Indie i Chiny, zostały z nich wyłączone na okres 6 miesięcy. Ponadto Irak uzyskał odrębne wyłączenie dotyczące zakupu irańskiego gazu. Zniesienie wyłączeń, przy jednoczesnym zwiększeniu wydobycia i sprzedaży przez Arabię Saudyjską i innych producentów ropy, sprzymierzonych z USA, ma teoretycznie całkowicie wyłączyć Iran z rynku, powodując załamanie gospodarki tego kraju i zmuszając go do renegocjacji zawartego w 2015 r. w Wiedniu układu w sprawie irańskiego programu nuklearnego JCPOA. USA, które odstąpiły od tego układu dokładnie rok temu, tj. w maju 2018 r., wprowadziły też kilka dni temu (na mocy decyzji prezydenta USA, działającego z upoważnienia Kongresu) nowe sankcje obejmujące irański sektor metalurgiczny. Jest to uderzenie w drugie po ropie irańskie źródło dochodu z eksportu. W irańskich mediach prezentowane są wprawdzie opinie, że Iran zdoła obchodzić sankcje, ale sytuacja gospodarcza kraju już uległa drastycznemu pogorszeniu. Eksport ropy spadł z 2,3 mln baryłek dziennie do nieco ponad 1 mln, a zdaniem różnych ekspertów zniesienie wyłączeń doprowadzi do dalszego spadku co najmniej do 600 tys. baryłek dziennie, a być może nawet do 200 tys. Tymczasem do utrzymania płynności budżetowej Iran potrzebuje sprzedaży na poziomie 1,5 mln. W 2018 r. recesja była na poziomie 3,9 %. USA wprowadzając sankcje liczą na to, że albo Iran ugnie się i przystąpi do renegocjacji JCPOA, albo dojdzie w tym kraju do rewolucji. Sam Donald Trump usiłuje prowadzić strategię kija i marchewki, czego wyrazem było jego pojednawcze wystąpienie 9 maja, w którym zaapelował do przywódców Iranu, by do niego zadzwonili. Wyraził też przekonanie, że USA i Iran są w stanie wypracować „uczciwe porozumienie”, a wtedy irańska gospodarka może rozkwitnąć dzięki pomocy ze strony USA. Trump podkreśla przy tym, że jedyne czego USA oczekuje to pewności, że Iran nie będzie pracował nad bombą atomową. Taka deklaracja USA to nic nowego. Latem 2018 r. pojawiły się informacje, że USA chciało doprowadzić do spotkania bilateralnego, ale Iran kategorycznie odrzucił taką propozycję. Problem w tym, że w 2015 r. obóz pragmatyków, do którego należy prezydent Hassan Rowhani i szef MSZ Dzawad Zarif, z trudem przekonał Najwyższego Przywódcę Alego Chameneia do akceptacji warunków JCPOA, a konserwatyści nie ustawali w krytyce tego porozumienia i zbyt dużego ich zdaniem zbliżenia z USA, wciąż traktowanym w Iranie jako „Wielki Szatan”. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że w istocie nie chodzi tylko o broń nuklearną, ale również o irański program balistyczny. Iran podkreśla, że ma prawo do rozwijania swojego konwencjonalnego potencjału obronnego i konsekwentnie odrzuca jakiekolwiek sugestie włączenia tego tematu do rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego. Z drugiej strony Iran konsekwentnie odrzuca oskarżenia o plan uzyskania broni nuklearnej, utrzymując, że jego program zawsze miał charakter pokojowy, a Chamenei ogłosił w fatwie, że broń nuklearna jest religijnie zakazana (haram). Również Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej potwierdziła, że Iran nie łamie warunków JCPOA oraz NPT (układu o nieproliferacji broni nuklearnej). Dlatego oferta Trumpa została w Teheranie natychmiast odrzucona jako dążenie do upokorzenia Iranu i eliminacji jego zdolności do regionalnej rywalizacji o potęgę. Mocarstwowe aspiracje regionalne Iranu są przy tym coraz mniej związane z religijnym fundamentalizmem, a coraz bardziej z tradycyjnym irańskim nacjonalizmem. Dotyczy to w szczególności nastrojów w Korpusie Strażników Rewolucji (Pasdaran), niedawno uznanym przez USA za „organizację terrorystyczną”. Determinuje to jednak również to, że zewnętrzna presja wywierana na Iran nie tylko nie doprowadzi do rewolucji, na którą w Iranie w ogóle się nie zanosi, ale wręcz przyniesie efekt odwrotny, wywołując nastroje antyzachodnie i antyamerykańskie wśród licznych nacjonalistycznie nastawionych krytyków systemu ustrojowego islamskiej republiki, pochodzących przeważnie z klasy średniej i inteligencji. Sprzyjać temu może zwłaszcza szukanie przez USA sojuszników wśród organizacji separatystycznych i terrorystycznych (np. mudżahedinów ludowych) w Iranie. Dotychczasowe działania odwetowe Iranu były dość umiarkowane co wynikało w dużej mierze z oczekiwania, że Unia Europejska podejmie odpowiednie kroki zmierzające do zniweczenia konsekwencji wyjścia USA z JCPOA. UE wprawdzie deklaruje wciąż, że chce utrzymać w mocy JCPOA (w jego aktualnym brzmieniu) mimo odstąpienia USA, jednak ma trudności nawet z implementacją mechanizmu rozliczeń barterowych INSTEX, który nie jest satysfakcjonujący dla Iranu. Również decyzja Iranu o wstrzymaniu sprzedaży zagranicę nadwyżek niskowzbogaconego uranu nie stanowi zdaniem Iranu wycofania się z jakichkolwiek zobowiązań, gdyż jest zgodna z art. 26 i 37 JCPOA. Iran nie ukrywa jednak, że szykuje się do podjęcia kolejnych kroków, w tym nie wyklucza całkowitego odstąpienia od JCPOA, a nawet NPT. Póki co, dał UE 60 dni na wypełnienie jej zobowiązań. Ultimatum to zostało natychmiast odrzucone przez UE. Na UE naciska oczywiście nie tylko Iran, ale również USA, co ogranicza elastyczność UE w stosunku do Iranu. Ratunek dla JCPOA mógłby przyjść jeszcze z Chin, dla których ewentualny konflikt zbrojny w rejonie Zatoki Perskiej miałby negatywne konsekwencje. Utrudniłby bowiem import niezbędnych surowców, nie mówiąc już o zwyżce cen ropy. Irańskie interesy na Bliskim Wschodzie, w szczególności chęć przeprowadzenia lądowego szlaku z Iranu do Morza Śródziemnego, są zresztą zbieżne z chińskimi, a już samo wyłączenie Iranu z rynku ropy będzie miało negatywny skutek dla Chin, gdyż doprowadzi do podwyżki cen ropy. USA chcą wprawdzie utrzymać obecny poziom poprzez nakłonienie innych krajów do zwiększenia wydobycia, ale podnoszone są wątpliwości czy będą one miały taką zdolność. Chiny utrzymując, a może nawet zwiększając ilość kupowanej ropy irańskiej, niewątpliwie skorzystałyby na tym, ale jednocześnie oznaczałoby to nową konfrontację amerykańsko-chińską, na którą Pekin najwyraźniej nie ma specjalnej ochoty. Ewidentnym beneficjentem pogłębiania się kryzysu wokół Iranu będzie natomiast Rosja. Wyłączenie Iranu z rynku naftowego będzie korzystne dla Rosji zarówno ze względu na brak konieczności ograniczania wydobycia (co było uzgodnione z OPEC), jak i zwyżki cen ropy. To zaś poszerzy rosyjskie zdolności do prowadzenia ekspansywnej polityki zagranicznej. Co więcej, Rosja miała problem z dotrzymaniem uzgodnień zawartych z Arabią Saudyjską w sprawie ograniczeń wydobycia, ale teraz będzie to już nieaktualne. Ponadto izolacja Iranu spowoduje zwiększenie jego zależności od Rosji. Już obecnie Iran dąży do zawarcia nowej umowy o współpracy wojskowej z Rosją, a w szczególności zwiększenia importu sprzętu zbrojeniowego z tego kraju. Wkrótce planowane są również irańsko-rosyjskie manewry w Zatoce Perskiej i być może Rosja zainstaluje tam swoją bazę wojskową. Ten wymiar współpracy irańsko-rosyjskiej jest jednak wieloaspektowy. Iran zdaje sobie bowiem sprawę, że Rosja chciałaby grać irańską kartą, wywierając w ten sposób nacisk na USA, Izrael i Arabię Saudyjską, a także w pewnym zakresie Turcję, a nie jest zainteresowana wsparciem budowy regionalnej mocarstwowości Iranu. Wątpliwe jest również to, by Rosja wsparła Iran w przypadku ewentualnego (mało prawdopodobnego, ale możliwego) amerykańskiego ataku na ten kraj. Zamiast tego wykorzysta sytuację, by umocnić swoje wpływy w innych regionach np. Europie Wschodniej, na Kaukazie czy w Ameryce Łacinskiej. Fot. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej [ Innym państwem, które może być beneficjentem kryzysu irańskiego jest Turcja, choć może ona również na nim stracić. Turcja będzie bowiem chciała obchodzić amerykańskie sankcje angażując się w państwowo sankcjonowany przemyt. To również nie byłoby nic nowego, gdyż podobne działania Erdogan i jego ekipa podejmowali przed zawarciem JCPOA, co stało się później przedmiotem skandalu, który doprowadził do wojny Erdogana z Fetullahem Gulenem. Kwestią otwartą byłoby to, na ile USA zdeterminowane byłyby wdrożyć przeciwko Turcji środki karne, gdyż relacje amerykańsko-tureckie są i tak już fatalne. Turcja stara się też wykorzystać sytuację Iranu, by skłonić to państwo do zacieśnienia współpracy militarnej przeciwko Kurdom. Iran od dawna uchylał się od nacisków Turcji, by przeprowadzić wspólne operacje militarne przeciwko Kurdom w Iraku i Syrii. Dla Turcji byłby to wielki sukces, ale niechętna takiemu rozwojowi sytuacji jest także Rosja, która nadal ma nadzieje na odegranie roli „patrona Kurdów”. Ponadto Iran nie chce naruszać suwerenności Iraku, gdyż jest to dla niego zbyt cenny sojusznik. Znaczenie Iraku w tym kryzysie jest dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, Irak jest jednym z ważniejszych partnerów handlowych Iranu. Co więcej, sojusznicy Iranu w Iraku, tacy jak jeden z liderów bloku al-Fatah Kais al-Chazali, zapowiedzieli, że zaangażują się w przemyt irańskich towarów w celu łamania sankcji nałożonych na ten kraj. Po drugie, w przypadku konfliktu zbrojnego niektóre szyickie oddziały w Iraku mogą zostać wykorzystane przez Iran do ataków na pięciotysięczny amerykański kontyngent wojskowy w Iraku. Z drugiej strony USA chciałyby wykorzystać terytorium Iraku do blokowania lądowego połączenia Iran-Morze Śródziemne, a w przypadku konfrontacji zbrojnej – zaplecza logistycznego operacji. USA twierdzą, że Iran miał już plan uderzenia na amerykańskie siły stacjonujące w Iraku, wykorzystując do tego oddziały al-Haszed asz-Szaabi. To właśnie miało być powodem nagłej wizyty Pompeo w Bagdadzie. Jest to jednak bardzo wątpliwe, gdyż wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, al-Haszed asz-Szaabi słucha rozkazów irackiego premiera, a nie Iranu. Zostało to zresztą potwierdzone na nocnym spotkaniu premiera Iraku z kierownictwem tej formacji po wizycie Pompeo. Bardziej prawdopodobne jest zatem to, że USA chciało wymusić na władzach Iraku zgodę na prewencyjne uderzenie w al-Haszed asz-Szaabi, tak aby wyłączyć Irak z irańskich planów i włączyć go do swoich. Jeśli tak było, to Pompeo wrócił z Bagdadu z kwitkiem, gdyż Irak jednoznacznie zapowiedział, że nie zamierza pozwolić na wykorzystanie swojego terytorium do żadnej antyirańskiej operacji. Nie zamierza jednak również stawać po stronie Iranu kontynuując swoją politykę zrównoważonych relacji ze wszystkimi sąsiadami i USA. Były iracki premier, uważany za jednego z najbliższych sojuszników Iranu w Iraku, Nuri al-Maliki, wezwał natomiast zarówno USA, jak i Iran do odstąpienia od wojennej retoryki, podkreślając w ten sposób również neutralność Iraku względem tego sporu. Nie można jednak wykluczyć, że jeśli próby ograniczenia skutków działania amerykańskich sankcji nie powiodą się, to Iran przejdzie do ruchów prowokujących bardziej agresywna militarnie reakcję USA. Może to być zablokowanie cieśniny Hormoz, odstąpienie od JCPOA i/lub NPT albo atak na siły amerykańskie w regionie dokonany przez któregoś z regionalnych sojuszników Iranu (np. Hezbollah). Już te kroki, które Iran podjął dotychczas spowodowały zintensyfikowanie nacisku ze strony Izraela na USA, by dokonał ataku na Iran. USA zapowiedziały też, że jakikolwiek atak ze strony irańskich "proxy" traktowany będzie jak atak dokonany przez Iran oraz skierowały do Zatoki Perskiej lotniskowiec Abraham Lincoln z eskadrą bombowców oraz okręt USS Arlington wraz z baterią rakiet Patriot. Z przecieków wynika również, że coraz większym orędownikiem wojny jest doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton, który ma podobno szukać pretekstu, jest jednak tonowany przez Pompeo i Trumpa. Jeśli celem ataku na Iran nie będzie zajęcie tego kraju, to irańskie władze wyjdą z tej konfrontacji zwycięsko, nawet jeśli w wymiarze militarnym poniosą klęskę. Iran buduje bowiem swoją pozycję w świecie muzułmańskim na konfrontacji z Izraelem i USA. Jako państwo szyickie, ma mniejsze możliwości stania się liderem świata muzułmańskiego, zdominowanego przez sunnitów, dlatego jest to pewnego rodzaju fortel mający dać Iranowi przewagę nad cichymi sojusznikami Izraela, takimi jak Arabia Saudyjska. Konfrontacja zbrojna z USA tylko umocni taki wizerunek Iranu, ponadto będzie pretekstem dla twardogłowych do rozprawy z pragmatykami i reformistami, a także brutalnej pacyfikacji jakichkolwiek przejawów niezadowolenia z powodu sytuacji ekonomicznej. USA nie zniszczą też irańskiego programu nuklearnego (jest to po prostu niewykonalne). Trump może więc na takiej operacji skorzystać tylko krótkoterminowo, pokazując swoim wyborcom przed wyborami w 2020 r., że jest silnym przywódcą. Natomiast inwazja na Iran na pełną skalę będzie oznaczać wywołanie totalnego chaosu na całym Bliskim Wschodzie, nie ulega bowiem wątpliwości, że konflikt błyskawicznie przeniesie się do innych krajów regionu, w tym Izraela i Arabii Saudyjskiej. Oznaczać to będzie gigantyczną i wieloletnią wojnę, przy której okupacja Iraku okaże się obozem harcerskim. Przyniesie to również gigantyczny kryzys humanitarny, za który zapłaci Europa. Już teraz Iran grozi, że nakaże opuszczenie swojego terytorium 3 mln uchodźców afgańskich, skłaniających ich do migracji do Europy. - Iran wycofał się. Nie było amerykańskich ofiar, szkody dla naszych instalacji były minimalne. To dobra wiadomość - tak w specjalnym wystąpieniu prezydent ocenił skutki uderzenia rakiet kilkanaście godzin wcześniej. Zapowiedział jednak, że zabicie w piątek irańskiego generała Kasema Sulejmaniego będzie początkiem nowej polityki USA na Bliskim Wschodzie. - Świat od 1979 r. tolerował agresywną politykę Iranu w regionie. To się skończyło - zapowiedział. Zdaniem Trumpa Teheran znalazł środki na atak na aktywa USA i sojuszników Ameryki dzięki dochodom z eksportu ropy, które umożliwiło porozumienie o rozbrojeniu atomowym z 2015 r. Co gorsza według niego umowa i tak nie zapobiegnie zdobyciu przez Iran broni jądrowej. Dlatego prezydent wezwał Chiny, Francję, Niemcy i Wielką Brytanię do pójścia śladem Ameryka i zerwania porozumienia. Trump zapowiedział także, że Stany jeszcze bardziej zaostrzą sankcje, które i tak już doprowadziły Iran na skraj bankructwa. Prezydent wezwał także NATO do większego zaangażowania się na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie. Taka deklaracja w praktyce oddala ryzyko wojny między Iranem a Ameryką. Tym bardziej, że wcześniej szef irańskiej dyplomacji Mohammad Zafir podkreślił, iż uderzając na irackie bazy USA, Iran „zamknął” kampanię przeciw Ameryce. Pomimo wysokiej liczby ofiar spowodowanych pandemią COVID-19 Stany Zjednoczone i Iran dążą do ponownej eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej. Siły morskie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (pasdaran, IRGC) zintensyfikowały w ostatnich dniach działania prowokacyjne na tym akwenie wobec patrolujących jednostek amerykańskiej Marynarki Wojennej. Z kolei Waszyngton przygotowuje projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przedłużający kończące się w październiku 2020 roku embargo na sprzedaż broni konwencjonalnej do Iranu. Czynniki geopolityczne sprzyjać będą zaostrzeniu retoryki wojennej, co może doprowadzić do ponownego wzrostu napięć nie tylko w relacjach amerykańsko-irańskich, lecz szerzej – na całym Bliskim Wschodzie. Iran ,,pręży muskuły” Z moich rozmów z ekspertami do spraw bezpieczeństwa państw GCC wynika, że zarówno administracja Donalda Trumpa, jak i rządy sunnickich krajów arabskich (ZEA, Arabia Saudyjska, Kuwejt) są świadome, że sprawa zabicia w styczniu 2020 roku przez USA generała Kasema Sulejmaniego nie została ,,rozliczona w Teheranie”. Stąd należy spodziewać się retorsji ze strony irańskiej skierowanych wobec samych Stanów Zjednoczonych, jak również ich sojuszników w regionie. Dzieje się tak pomimo rozpoczęcia kilka miesięcy temu rozmów koncyliacyjnych ZEA i Arabii Saudyjskiej z Iranem (Saudyjczycy dzięki mediacji Iraku) i odmrożenia ponad 700 milionów USD irańskich aktywów z banków emirackich (głównie w Dubaju). Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej powróci do działań utrudniających żeglugę jednostek przez Cieśninę Ormuz oraz Zatokę Omańską. Wbrew pozorom COVID-19 przyczynia się do zaostrzenia przez władze w Teheranie konfrontacyjnej retoryki. Epidemia koronawirusa znacznie pogłębiła kryzys gospodarczy w Iranie, którego jednym z powodów jest szeroki reżim sankcyjny nałożony przez Stany Zjednoczone. Waszyngton blokuje instytucje międzynarodowe ( MFW) w przyznawaniu kredytów Teheranowi. Ma to miejsce pomimo sprzeciwu wobec takiej polityki USA nie tylko ze strony Chin i Rosji, lecz również państw zachodnich (Japonia, członkowie UE). W rezultacie sektor bankowy Iranu traci płynność finansową, co może skutkować między innymi dewaluacją irańskiego riala. Jednak w świetle krachu cen na rynku ropy naftowej najwięcej tracą sojusznicy USA w regionie – Arabia Saudyjska, Kuwejt i ZEA. Nałożone wcześniej sankcje na eksport irańskiej ropy spowodowały, że praktycznie ustała jej sprzedaż (wykres poniżej). Dlatego w obecnej sytuacji Teheran ma ,,niewiele do stracenia” blokując swobodną żeglugę tankowców przez Zatokę Ormuz. Źródło: Bloomberg W tym kontekście Iran zastosuje w niedalekiej przyszłości sprawdzoną już taktykę asymetrycznych ataków na instalacje energetyczne w krajach arabskich Zatoki Perskiej, wykorzystując do tego stosunkowo proste i tanie środki (drony, rakiety wystrzeliwane z Jemenu, etc.). Działania takie będą prowadzone nie tylko przy użyciu aktywów Sił Al-Kuds, lecz głównie z wykorzystaniem sprzymierzeńców irańskich w regionie (Al-Huti w w Jemenie, milicje szyickie w Iraku: Kataib Hezbollah, Harakat Hezbollah al-Nujaba, Asaib Ahl al-Haq). Należy oczekiwać większej skali akcji prowokacyjnych przeciwko celom gospodarczym (statki handlowe, tankowce). Głównym zadaniem Irańczyków jest bowiem osłabienie pozycji rywali w regionie oraz dalsze ograniczanie obecności USA w Zatoce Perskiej. W świetle niskich cen ropy naftowej Teheran liczy, że administracja Trumpa całkowicie porzuci tzw. doktrynę Cartera i nie będzie gwałtownie reagować militarnie na perturbacje związane z zamknięciem Cieśniny Ormuz. W Teheranie szydzą, że wierzą w zapewnienia Donalda Trumpa, iż ,,Ameryka nie potrzebuje już ropy z Bliskiego Wschodu”. Jednak prowokacyjne działania ze strony Iranu niosą ze sobą znaczne ryzyko przeszacowania i złej oceny sytuacji. Nie należy wykluczać bowiem, że w świetle trwającej kampanii prezydenckiej w USA i spadających sondaży poparcia dla aktualnego prezydenta, Donald Trump podejmie – w obliczu akcji prowokacyjnych Iranu (szczególnie przeciwko amerykańskim celom w Iraku) – działania odwetowe. Mogłoby to – przynajmniej w krótkiej perspektywie – grozić znaczną eskalacją sytuacji w Zatoce Perskiej. W takich uwarunkowaniach jednak – podobnie jak w przyszłości – amerykańscy sojusznicy (ZEA, Arabia Saudyjska) dążyliby do załagodzenia konfliktu. Istotną rolę odgrywają tutaj nie tylko czynniki ekonomiczne, lecz również ,,argumenty militarne” jakie w ostatnich tygodniach przedstawia Iran. Wystrzelenie irańskiego satelity wojskowego 21 kwietnia 2020 roku Iran umieścił po raz pierwszy na orbicie satelitę wojskowego Noor-1. Do wystrzelenia doszło z bazy Korpusu Strażniku Rewolucji Islamskiej w Shahrud w prowincji Semnan na pustyni Daszt-e Lut. PRESS TV Waszyngton skomentował ten fakt jako testowanie technologii rakiet balistycznych. Umieszczenie satelity na 425 km orbicie jest przełomem w tej dziedzinie po serii nieudanych prób Iranu w sierpniu 2019 roku (satelita Nahid) i w styczniu (Simorgh) oraz lutym (Dousti) 2020 roku. Istotne jest, że Noor-1 został wystrzelony przy użyciu nowych systemów mobilnych pocisków balistycznych (SLV) zwanych Ghased. Ewentualne zneutralizowanie takich wyrzutni przez przeciwnika jest znacznie trudniejsze. W tym samym czasie Irańczycy oddali do użytku dwa systemy radarowe Khalij Fars (Zatoka Perska) oraz Moraqeb (,,w gotowości”) operujących na niskich częstotliwościach. Mogą one namierzyć samoloty oraz pociski balistyczne w promieniu 800 km przemieszczające się również na niskich wysokościach. Pierwszy radar jest zlokalizowany w odległości ok. 30 km na północ od portu Bandar Abbas przy Cieśninie Ormuz. Jego zasięg pozwala na monitorowanie aktywności w całej Zatoce Perskiej oraz Zatoce Omańskiej. Odzew Stanów Zjednoczonych Wielu analityków zostało zaskoczonych ubiegłotygodniową deklaracją sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, że Stany Zjednoczone ciągle pozostają stroną porozumienia jądrowego z Iranem ( Joint Comprehensive Plan of Action – JCPA z 2015 roku). Taka argumentacja – przedstawiana na arenie międzynarodowej pomimo wycofania się Donalda Trupa z umowy – ma być częścią strategii budowania poparcia dyplomatycznego dla amerykańskiej propozycji nowej rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przedłużającej sankcje nałożone na Iran. Chodzi o restrykcje dotyczące sprzedaży Teheranowi broni konwencjonalnej, które ulegają wygaszeniu w październiku bieżącego roku (są one częścią JCPA). Amerykańska propozycja spotka się z pewnością ze sprzeciwem stałych członków RB ONZ Rosji i Chin. Pozostaje kwestią otwartą, czy – w obliczu krytycznie ocenianych działań Donalda Trumpa na kierunku irańskim – draft rezolucji uzyska 9 głosów poparcia w Radzie i zostanie w ogóle poddany pod głosowanie. Niechęć do akceptacji propozycji USA może być tym większa, że argumentacja Waszyngtonu w tej kwestii jest niejasna w świetle prawa międzynarodowego. Departament Stanu argumentuje bowiem, że Waszyngton pozostaje stroną wielostronnego porozumienia z Iranem ,,tylko na potrzeby” przedłużenia sankcji przeciwko Iranowi. Tak selektywna interpretacja umowy międzynarodowej nie znajdzie zrozumienia wśród krytyków USA. Tym samym należy oczekiwać, że amerykańskie wysiłki w RB ONZ nie przyniosą rezultatów. Waszyngton powróci zatem do stosowania sankcji bilateralnych w tym zakresie penalizując w prawie amerykańskim wszystkie podmioty międzynarodowe sprzedające broń Iranowi. Działania administracji Donalda Trumpa w kwestii odnowienia sankcji na Teheran będą miały miejsce jesienią, czyli w decydującej fazie kampanii prezydenckiej w USA. Należy oczekiwać, że uwarunkowania wewnątrzamerykańskie będą czynnikiem destabilizującym sytuację wokół Iranu i mogą przyczynić się do militarnej akcji ad hoc Stanów Zjednoczonych eskalujących sytuację w regionie bliskowschodnim. Nie można wykluczać, że konserwatyści w Teheranie będą chcieli wykorzystać okoliczności i odwrócić uwagę społeczeństwa od trudnej sytuacji ekonomicznej poprzez zaostrzenie napięć w relacjach z USA. W takim przypadku możemy spodziewać ponownego wzrostu akcji prowokacyjnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w Zatoce Perskiej oraz działań proirańskich milicji w Iraku wobec amerykańskich celów wojskowych. Post navigation Co spowodowało ochłodzenie na linii USA-Iran? Źródłem napięć w relacjach między USA a Iranem jest jednostronne wypowiedzenie przez USA porozumienia nuklearnego zawartego przez światowe mocarstwa (Chiny, Francja, Iran, Niemcy, Rosja, USA i Wielka Brytania) z Iranem w 2015 r. W maju Donald Trump wypowiedział to porozumienie, ponieważ nie udało się wynegocjować nowej umowy dotyczącej irańskiego programu nuklearnego i rakietowego. Dlaczego rośnie napięcie w regionie? Trzy tygodnie temu gen. Ghasem Solejmani, dowódca Kuds (elitarnych irańskich sił specjalnych w strukturach Korpusu Strażników Rewolucji) wizytował Bagdad. Jak informuje „The Guardian”, podczas spotkania z irackimi milicjami poinformował ich przywódców, by „przygotowywali się do wojny zastępczej”, czyli prowadzonej przez zwaśnione strony na terenie państwa trzeciego. Jak zareagowały Stany Zjednoczone? Wizyta w Bagdadzie wywołała efekt domina. To właśnie po tej informacji Amerykanie zwiększyli czujność. Po pierwsze, do stolicy Iraku pilnie przyleciał sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Rozmawiał z przedstawicielami władz, premierem i ministrem spraw zagranicznych tego kraju o „rosnącej aktywności Iranu w regionie”. TYLKO W ONECIE. 10 pytań o Wenezuelę Zapewnił też o gotowości wsparcia irackiej suwerenności. Jednocześnie ostrzegł też kraj ajatollahów, że każdy atak Iranu lub sprzymierzonych z nimi sił spotka się z natychmiastową odpowiedzią USA. Amerykanie dodatkowo poinformowali, że mają informacje wywiadowcze o potencjalnych irańskich atakach na interesy Stanów Zjednoczonych. Po drugie, Amerykanie wysłali w okolice Zatoki Perskiej lotniskowiec "Abraham Lincoln", systemy Patriot oraz wznowili loty myśliwców F-15 i F-35. Do pobliskich baz trafiły z kolei bombowce B-52. Po trzecie, administracja Donalda Trumpa nałożyła na Iran nowe sankcje na tamtejsze metale. Co na to Iran? Iran nie ma zamiaru respektować zobowiązań wobec umowy nuklearnej, ponieważ – zdaniem tamtejszych władz – pozostali sygnatariusze dokumentu nie wykazują się dostateczną aktywnością, by wspomóc kraj w walce z sankcjami USA. Ponadto, Teheran grozi, że za 60 dni wróci do wzbogacania uranu. To w praktyce oznacza powrót do prac nad bombą atomową. Co się stało w Zatoce Omańskiej? 13 maja dwa saudyjskie tankowce zmierzające do portu Ras Tanura zostały poważnie uszkodzone podczas „ataku sabotażowego”. Zjednoczone Emiraty Arabskie ujawniły, że do „aktów sabotażu” doszło także na czterech statkach handlowych ZEA. Dwa dni później drony zaatakowały dwie saudyjskie przepompownie ropy naftowej. Do ataku przyznali się wspierani przez Iran szyiccy Huti. Walczą oni z wojskami Arabii Saudyjskiej na terenie Jemenu. W reakcji Stany Zjednoczone ewakuowały część placówek dyplomatycznych w Bagdadzie i Irbilu twierdząc, że są one zagrożone ze strony Iranu. Prawdopodobnie wycofano także pracowników firmy Exxon w Basrze. Co się stanie w przypadku ewentualnej wojny? Konflikt USA z Iranem odbije się na sytuacji przede wszystkim Izraela. Do gry bowiem wkroczy wspierany przez Iran i Syrię Hezbollah z sąsiadującego z państwem żydowskim Libanu. Izrael będzie musiał się bronić przed rakietami, które wylecą także ze Strefy Gazy i Syrii. Jerzy Maria Nowak: Usłyszeliśmy - "macie to podpisać". Bez tego nie bylibyśmy w NATO Z kolei w kierunku Arabii Saudyjskiej i Amerykanów mogą zostać wystrzelone pociski Huti z Jemenu. Wprawdzie władze w Iraku zaapelowały do narodu, by w razie konfliktu zachowały neutralność, ale Irakijczycy będą musieli liczyć się z atakami szyickich milicji. Kraje Starego Kontynentu omijają temat szerokim łukiem. Powód jest jasny – w przypadku zaangażowania militarnego „uśpieni” terroryści mogą siać popłoch na ulicach europejskich metropolii. Dodatkowo, aby uniknąć problemów, Niemcy i Holandia wstrzymały swoje wojskowe misje na terenie Iraku. Powodem okazały się „względy bezpieczeństwa”. Czy Amerykanów czeka powtórka z Iraku i Afganistanu? Teheran ma silnych sojuszników w postaci bojówek Hamasu w Strefie Gazy, Huti w Jemenie, szyickich milicji w Iraku i Syrii i przede wszystkim Hezbollahu w południowym Libanie. Jeśli do tego dołożymy wsparcie ze strony Rosji, a nawet Chin, ewentualny konflikt może Amerykanów kosztować o wiele więcej niż w sąsiadującym Iraku w 2003 r. Nie wolno także zapominać o aspekcie geograficznym. Iran to kraj w dużej mierze górzysty jak Afganistan. Ekspansja amerykańskich sił na lądzie byłaby zatem bardzo utrudniona. Dodatkowo irańskie władze mogą podjąć decyzję o blokadzie Cieśniny Ormuz. To teren o strategicznym znaczeniu. Przez cieśninę przepływa bowiem aż 40 proc. morskiego transportu i 20 proc. przewozu ropy na świecie. Chcesz być na bieżąco z najważniejszymi informacjami dnia? Polub Onet Wiadomości na Facebooku! (KT; sp) Na światowej arenie politycznej wzrok przyciąga narastający konflikt między Iranem i USA – który według ekspertów może doprowadzić do kolejnej wojny – nie tylko w regionie Bliskiego Wschodu, lecz także na arenie światowej. Mimo tego, że wojna taka zniszczyłaby militarny potencjał Iranu i byłaby bardzo szkodliwa dla irańskiego systemu politycznego, wojskowego i społecznego – polityka Iranu pozostaje otwarcie agresywna. Głównym celem tej agresji jest Izrael, którego istnienie i niezależność od lat przeszkadza krajom islamskim. Otwarcie konfliktowa polityka i możliwe posiadanie przez Iran broni nuklearnej jest dla Izraela dużym zagrożeniem. Konflikt ten nie pozostaje jednak tylko sprawą regionu, ponieważ sojusz Izraela ze Stanami Zjednoczonymi jest szczególnie silny. W przypadku konfliktu zbrojnego USA byłoby liczącym się graczem w rozgrywającej się wojnie i to nie tylko ze względu na gospodarcze interesy Ameryki na Bliskim Wschodzie. – Tu chodzi nie tylko o ropę naftową, ale także o konflikt między Iranem, a Izraelem. Iran odgrywa znaczną rolę w finansowaniu różnych grup, które destabilizują sytuację na Bliskim Wschodzie i zagrażają Izraelowi – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista BBC. – Konflikt ten angażuje również innych dużych graczy globalnej polityki. To wszystko stwarza ryzyko jeśli nie otwartej, dużej wojny – to na pewno znacznego zwiększenia kłopotów, również gospodarczych. To ryzyko jest brane pod uwagę przez rynki finansowe. Istnieje więc zagrożenie podwyższenia cen ropy – co stwarza problemy dla Polski i innych krajów importujących. Jest jednak czymś korzystnym dla Rosji, której zależy na podwyższeniu cen i zwiększaniu dochodów z eksportu. Tak więc działanie Iranu, chociaż szkodliwe dla samego Iranu, jest korzystne dla Rosji i angażuje USA – jest więc problemem w skali światowej – ocenia Gomułka.

konflikt usa z iranem