365 dni książka pdf

Jest to tylko fragment. Aby dodawać komentarze musisz się zalogować. Plik Angielski 365 cwiczen.pdf na koncie użytkownika kernite • folder Angielski • Data dodania: 21 kwi 2011. 365 dni bez Książka. Ciekawy świata i ludzi przedstawiciel pokolenia Y w swojej pierwszej książce 365 dni bez przedstawia charakterystyczne bolączki młodych „Igreków”: niezroz Książka 365 dni / Blanka Lipińska, Agora, 35,02 zł, okładka miękka, Sto tysięcy przecenionych książek, sprawdź teraz! Biblia w 365 dni - plan czytania. 5,80 zł. dostawa we wtorek. Liczba sztuk. z 5 sztuk. dodaj do koszyka. KUP I ZAPŁAĆ. Po naciśnięciu KUP I ZAPŁAĆ przejdziesz do podsumowania dostawy i płatności za zakup. Twoje konto bankowe nie zostanie jeszcze obciążone. Poznaj Empik. Książka 365 wierszy i rymowanek na każdy dzień autorstwa Tuwim Julian, Brzechwa Jan, Konopnicka Maria, Jachowicz Stanisław, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 42,11 zł. Przeczytaj recenzję 365 wierszy i rymowanek na każdy dzień. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze! Verheiratete Frau Flirtet Mit Verheiratetem Mann. SPIS TREŚCI Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Rozdział 8 Rozdział 9 Rozdział 10 Rozdział 11 Rozdział 12 Rozdział 13 Rozdział 14 Rozdział 15 Rozdział 16 Rozdział 17 Rozdział 18 Rozdział 19 Rozdział 20 Epilog Rakszyjki macicy nie boli – ON CIĘ ZABIJE! Zrób cytologię, żebyś mogła dalej żyć i cieszyć się seksem! ROZDZIAŁ 1 Gorący wiatr rozwiewał mi włosy, kiedy mknęłam kabrioletem wzdłuż plaży. W głośnikach dudniła Ariana Grande i jej kawałek Break free, który pasował do mojej sytuacji jak żaden inny na świecie. If you want it , take it – śpiewała, a ja przytakiwałam każdemu słowu i podkręcałam muzykę jeszcze głośniej. Dziś były moje urodziny, dziś, teoretycznie, stawałam się o rok starsza niż wczoraj, dziś powinnam mieć depresję, a prawda była taka, że nigdy dotąd nie czułam się tak żywa. Kiedy zatrzymałam auto na światłach, zaczynał się refren. Basy wybuchły wokół mnie, a mój cudowny nastrój sprawiał, że musiałam zaśpiewać razem z nią. – This is... the part... when I say I don’t want ya... I’m stronger than I’ve been before... – wrzeszczałam razem z Arianą, wymachując rękami na wszystkie strony. Młody chłopak, którego samochód zatrzymał się tuż obok, uśmiechał się zalotnie i rozbawiony moim zachowaniem uderzał o kierownicę w rytm piosenki. Zapewne oprócz muzyki i nietuzinkowego zachowania także mój strój przykuł jego uwagę, zbyt wiele dziś na sobie nie miałam. Czarne bikini idealnie pasowało do mojego fioletowego plymoutha prowlera, do którego pasowało wszystko, bo był po prostu zajebisty. Mój samochód, piękny i nietuzinkowy, był prezentem urodzinowym. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że mój mężczyzna nie poprzestanie na tym, ale lubiłam się pocieszać, że to być może koniec podarunków. Zaczęło się miesiąc temu: codziennie, z okazji urodzin, dostawałam coś nowego. Trzydzieste urodziny, a więc trzydzieści dni prezentów – tak to widział. Przewróciłam oczami na tę myśl i ruszyłam, kiedy światło zmieniło się na zielone. Zaparkowałam, chwyciłam torbę i ruszyłam w stronę plaży. Dzień był upalny, środek lata, a ja bardzo chciałam sprawdzić, gdzie leżą granice nasycenia słońcem. Popijałam przez słomkę mrożoną herbatę i szłam, zanurzając stopy w gorącym piasku. – Wszystkiego najlepszego, starucho! – krzyknął mój mężczyzna i kiedy obróciłam się w jego stronę, gejzer Moet Rose eksplodował mi w twarz. – Co ty wyczyniasz?! – wrzeszczałam ze śmiechem, próbując wyjść spod strumienia. Niestety bezskutecznie. Jak wężem strażackim celnie i precyzyjnie moczył mnie całą. Kiedy butelka była już pusta, rzucił się na mnie i powalił na piasek. – Wszystkiego najlepszego – wyszeptał. – Kocham cię. W tym momencie jego język wsunął się niespiesznie w moje usta i zaczął powolną gimnastykę. Jęknęłam, zaplatając mu ręce na szyi, i rozsunęłam nogi, kiedy kręcąc biodrami, mościł się między nimi. Jego dłonie chwyciły moje i przygwoździły do miękkiego podłoża. On sam oderwał się ode mnie i przyglądał mi się rozbawionym wzrokiem. – Mam coś dla ciebie. – Radośnie poruszył brwiami i wstał, ciągnąc mnieza sobą. – Coś takiego – wymamrotałam, sarkastycznie przewracając oczami skrytymi przed nim za ciemnymi szkłami. Wyciągnął rękę i zdjął mi je, a jego twarz spoważniała. – Chciałbym... – jąkał się, a ja patrzyłam na niego z rozbawieniem. Wtedy wziął głęboki wdech i padł na kolano, wyciągając w moją stronę małe pudełeczko. – Wyjdź za mnie – powiedział Nacho, szczerząc do mnie swoje białe zęby. – Chciałbym powiedzieć coś mądrego, romantycznego, ale tak naprawdę chciałbym po prostu powiedzieć coś, co cię przekona. Wzięłam wdech, a on uniósł dłoń, żeby mnie uciszyć. – Zanim coś powiesz, Lauro, zastanów się. Oświadczyny to jeszcze nie ślub, a ślub to nie wieczność. Szturchał mnie lekko pudełkiem w brzuch. – Pamiętaj, ja do niczego nie chcę cię zmuszać, niczego ci nie każę. Powiesz „tak”, jeśli będziesz chciała. Przez chwilę milczał, czekając na odpowiedź, a kiedy jej nie uzyskał, pokręcił głową i kontynuował:– Jeśli się nie zgodzisz,naślę naciebie Amelię,a onazamęczycię naśmierć. Patrzyłam na niego przejęta, przerażona i jednocześnie szczęśliwa. – Dobrze, widzę, że ten argument też do ciebie nie przemawia. – Popatrzył na ocean i po chwili zielone oczy wróciły do mnie. – A więc zgódź się dla niego. – Pocałował mój brzuch, po czym oparł czoło o niewidoczną krągłość. – Pamiętaj – rodzina to co najmniej trzy osoby. – Podniósł na mnie wzrok. – Co najmniej, co nie oznacza, że poprzestanę na tej jednej istocie. – Uśmiechnął się i chwycił mnie zarękę. – Kocham cię – wyszeptałam. – I chciałam zgodzić się już na początku, kiedy zacząłeś mówić, ale skoro mnie uciszyłeś, dałam ci się wykazać. – Jego wielkie jak słońce oczy śmiały się do mnie. – Tak, wyjdę za ciebie! ROZDZIAŁ 2 Kiedy otworzyłam oczy pierwszy raz po tym, jak zamknęłam je w rezydencji Fernando Matosa, zobaczyłam, że oplatają mnie kilometry rurek wbitych w moje ciało i otaczają dziesiątki ekranów pokazujących funkcje życiowe. Wszystko pikało, szumiało. Chciałam przełknąć ślinę, ale okazało się, że w gardle mam jakiś przewód. Bałam się, że za chwilę zwymiotuję. Oczy zaszły mi mgłą i czułam, że wpadam w panikę. Wtedy jedna z maszyn zaczęła przeraźliwie piszczeć, drzwi się otworzyły i do pokoju jak taran wpadł zdyszany Massimo. Usiadł obok i chwycił mnie za rękę. – Kochanie – jego oczy się zaszkliły. – Dzięki Bogu! Twarz Czarnego była zmęczona i zdawało mi się, że jest o połowę chudszy, niż go pamiętałam. Złapał głęboki oddech i zaczął gładzić mnie po policzku, a ja na jego widok zupełnie zapomniałam o duszącej mnie rurce. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy, a on ścierał każdą, nie odrywając ust od mojej dłoni. Nagle do pokoju weszły pielęgniarki i uciszyły nieznośną maszynę. Po nich w drzwiach pojawili się lekarze. – Panie Torricelli, proszę wyjść. Zajmiemy się pańską żoną – powiedział starszy mężczyzna w białym kitlu, a kiedy Don nie reagował, powtórzył polecenie głośniej. Massimo wyprostował się i górując nad nim, zmienił oblicze na najzimniejsze, jak to tylko możliwe, a potem rzucił przez zaciśnięte zęby: – Moja żona pierwszy raz od dwóch tygodni otworzyła oczy i jeśli sądzi pan, że wyjdę, to jest pan w niewiarygodnym błędzie – warknął po angielsku, a lekarz machnął ręką. Po tym, jak wyciągali mi z gardła rurę przypominającą tę od odkurzacza, uznałam, że faktycznie byłoby lepiej, gdyby Czarny tego nie oglądał. Ale cóż, stało się. Już chwilę później do mojego pokoju zaczęły ciągnąć wycieczki lekarzy najróżniejszych specjalizacji. A potem były badania, niekończące się badania. Massimo nawet przez sekundę nie wyszedł i nawet na chwilę nie puścił mojej dłoni. Kilka razy wolałabym, żeby go nie było, ale nawet ja nie byłam w stanie go od siebie odgonić i przekonać, by przesunął się choć o centymetr, aby zrobić miejsce lekarzom. W końcu wszyscy zniknęli, a ja mimo to, że mówienie wciąż przychodziło mi z trudem, chciałam go zapytać, co się właściwie stało. Próbowałam łapać oddech, charcząc coś niezrozumiale. – Nic nie mów – jęknął Czarny, kolejny raz przykładając moją dłoń do swoich cudownych ust. – Zanim zaczniesz pytać i dociekać... – westchnął i zaczął nerwowo mrugać oczami, jakby powstrzymując łzy. – Uratowałaś mnie, Lauro – jęknął, a mnie zrobiło się gorąco. – Tak jak to było w mojej wizji, uratowałaś mnie, kochanie. Jego spojrzenie wbiło się w moją dłoń. Nie rozumiałam, do czego zmierza. – Ale... Próbował coś z siebie wydusić, lecz nie był w stanie. Wtedy dotarło do mnie, o co może mu chodzić. Drżącymi rękami zaczęłam rozgarniać pościel. Czarny próbował złapać moje dłonie, ale coś nie pozwalało mu ze mną walczyć. W końcu po prostu puścił moje nadgarstki. – Luca – wyszeptałam, widząc opatrunki na moim ciele. – Gdzie jest nasz syn? Mój głos był ledwo słyszalny, a każde słowo zadawało mi ból. Chciałam krzyczeć, zerwać się z łóżka i wykrzyczeć TO pytanie, by zmusić Czarnego, żeby wreszcie powiedział mi prawdę. Uniósł się, spokojnie chwycił kołdrę i zakrył moje poszarpane ciało. Jego oczy były martwe, a we mnie, kiedy patrzyłam na niego, prócz przerażenia narastała rozpacz. – Nie żyje – wstał, łapiąc oddech, i obrócił się do okna. – Kula trafiła zbyt blisko... On był za mały... Nie miał szans – głos mojego męża rwał się, a ja nie miałam pojęcia, jak nazwać to, co czuję. Rozpacz to było zbyt mało. Wydawało mi się, że ktoś właśnie wyrwał mi serce. Fale płaczu, które zalewały mnie co sekundę, sprawiały, że nie mogłam oddychać. Zamknęłam oczy, próbując przełknąć gorzką żółć, która podeszła mi do gardła. Moje dziecko, szczęście, które miało być częścią mnie i ukochanego faceta. Zniknęło. Nagle cały świat się zatrzymał. Massimo stał nieruchomy jak posąg, aż w pewnym momencie przetarł palcami oczy i odwrócił się do mnie. – Na szczęście ty żyjesz. – Usiłował się uśmiechnąć, ale nie udało mu się. – Prześpij się, lekarze mówią, że teraz musisz dużo odpoczywać. – Pogładził mnie po głowie i otarł moje mokre policzki. – Będziemy mieć gromadę dzieci, obiecuje ci. Kiedy to usłyszałam, wybuchłam jeszcze większym płaczem. Stał zrezygnowany, oddychając płytko, a ja czułam niemoc, która go ogarniała. Zacisnął dłonie w pięści i nie patrząc na mnie, wyszedł. Po chwili wrócił w towarzystwie lekarza. – Pani Lauro, podam pani leki uspokajające. Nie mogłam się odezwać, więc pokręciłam przecząco głową. – Tak, tak, pani musi powoli dochodzić do siebie, ale na dzisiaj już dość – rzucił Czarnemu krytyczne spojrzenie. Podpiął strzykawkę do jednej z kroplówek, a ja poczułam, jak robię się dziwnie ciężka. – Będę tu. – Massimo usiadł przy łóżku i chwycił moją dłoń. Zaczęłam odpływać. – Obiecuję, że będę tu, kiedy się obudzisz. – Był, kiedy otworzyłam oczy i za każdym kolejnym razem, kiedy zasypiałam i znów się budziłam. Nie odstępował mnie na krok. Czytał mi, przynosił filmy, czesał włosy, mył. Ku mojemu przerażeniu odkryłam, że tę ostatnią czynność wykonywał również wtedy, kiedy byłam nieprzytomna, nie pozwalał zbliżyć się do mnie pielęgniarkom. Zastanawiam się, jak zniósł fakt, że operujący mnie lekarze byli mężczyznami. Z tego, co dowiedziałam się z jego lakonicznych wypowiedzi, zostałam postrzelona w nerkę. Nie dało się jej uratować. Na szczęście człowiek ma dwie, a życie z jedną to nic strasznego – pod warunkiem że jest zdrowa. W trakcie operacji moje serce postanowiło odmówić współpracy. Specjalnie mnie to nie zdziwiło. Zaskoczył mnie natomiast fakt, że lekarzom udało się je naprawić. Coś udrożnili, coś wszyli, jeszcze coś wycieli i podobno miało działać. Doktor, który wykonywał zabieg, opowiadał mi o tym dobrą godzinę, pokazując na ekranie tabletu rysunki i wykresy. Niestety, mój angielski nie był na tyle dobry, by ogarnąć szczegóły jego wypowiedzi. Poza tym w moim stanie ducha było mi to właściwie obojętne. Liczyło się to, że niebawem miałam opuścić szpital. I niby z dnia na dzień czułam się lepiej, moje ciało szybko wracało do zdrowia... Ciało, bo dusza nadal była martwa. Słowo „dziecko” zostało wyparte z naszego słownika, a imię „Luca” nagle przestało istnieć. Wystarczyła choćby wzmianka o dziecku, nawet nie w rozmowie, ale w telewizji czy internecie, a zalewałam się łzami. Z Massimo rozmawialiśmy o wszystkim, otwierał się przede mną bardziej niż kiedykolwiek. Za nic nie chciał tylko poruszać tematu sylwestra. Coraz bardziej mnie to złościło. Dwa dni przed planowanym wyjściem ze szpitala nie wytrzymałam. Czarny właśnie postawił przede mną tacę z jedzeniem i podciągnął rękawy. – Nie zjem nawet grama – warknęłam, zaplatając ręce na kołdrze. – Rozmowa na ten temat cię nie minie. Nie możesz już wykręcać się moim stanem zdrowia, czuję się fenomenalnie. – Ostentacyjnie przewróciłam oczami. – Massimo, do cholery, mam prawo wiedzieć, co stało się w posiadłości FernandoMatosa! Don upuścił łyżkę na talerz, złapał głęboki wdech i zirytowany wstał z miejsca. – Czemu jesteś taka uparta? – Popatrzył na mnie gniewnym wzrokiem. – Jezu, Lauro. – Zakrył dłońmi twarz i przechylił się nieco do tyłu. – Dobrze. Do którego momentu pamiętasz to, co się działo? W jego głosie słychać było rezygnację. Przekopywałam zakamarki swoich wspomnień i kiedy przed oczami stanął mi Nacho, moje serce zamarło. Przełknęłam głośno ślinę i powoli wypuściłam powietrze z płuc. – Pamiętam, jak bił mnie ten skurwiel Flavio. Szczęki Massimo zaczęły się rytmicznie zaciskać. – Później pojawiłeś się ty. Zamknęłam oczy, sądząc, że to pomoże mi w odzyskiwaniu wspomnień. – Potembyło zamieszanie i wszyscywyszli,zostawiającnassamych. Zawiesiłam się, niepewna tego, co było dalej. – Podchodziłam do ciebie... Pamiętam, że bardzo bolała mnie głowa... Później już nic. Przepraszająco wzruszyłam ramionami i spojrzałam na niego. Widziałam, że gotuje się w środku. Cała ta sytuacja i jej wspomnienie wywoływały w nim chyba ogromne poczucie winy, z którym nie mógł sobie dać rady. Chodził po pokoju, zaciskając pięści, a jego klatka unosiła się i opadała w szaleńczym tempie. – Flavio, ten... Zastrzelił Fernando, a później strzelił do Marcelo. Na dźwięk tych słów poczułam, że mnie zatyka. – Nie trafił – dodał, a ja jęknęłam z ulgą, a gdy spoczęło na mnie zaskoczone spojrzenie Massimo, udałam, że coś zabolało mnie w klatce piersiowej. Położyłam na niej dłoń i dałam mu sygnał, żeby kontynuował. – Ten łysy skurwiel go zastrzelił. A przynajmniej tak sądził, kiedy tamten padł za biurko, zalewając wszystko krwią. Wtedy poczułaś się gorzej. Zatrzymał się kolejny raz, a jego ściśnięte w dłoniach palce aż zbielały. – Chciałem cię podtrzymać i wtedy strzelił kolejny raz. Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a grzęznący w gardle oddech nie pozwalał wydusić słowa. Musiałam wyglądać okropnie, bo Czarny podszedł do mnie i gładząc po głowie, sprawdzał wskaźniki na monitorach. Byłam w szoku. Jak Nacho mógł do mnie strzelić?! Nie mogłam zrozumieć. – I właśnie dlatego nie chciałem z tobą o tym rozmawiać – warknął Czarny, kiedy jedna z maszyn zaczęła piszczeć. Po chwili do pomieszczenia wbiegła pielęgniarka, a za nią lekarze. Zrobiło się wokół mnie zamieszanie, ale chwilę później kolejny zastrzyk w wenflon wbity w mój nadgarstek załatwił sprawę. Tym razem jednak nie usnęłam, ale uspokoiłam się. Czułam się jak warzywo. Niby wszystko widziałam i rozumiałam, lecz było mi dziwnie błogo. Jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora – takie porównanie przebiegło mi przez myśl, kiedy leżałam na łóżku, beznamiętnie patrząc, jak Massimo wyjaśnia lekarzowi, co się stało, a ten macha mu rękami przed nosem. Och, doktorku, gdybyś wiedział, kim jest mój mąż, w życiu nie podszedłbyś do niego tak blisko – pomyślałam, delikatnie się uśmiechając. Mężczyźni dyskutowali ze sobą, aż w końcu Czarny dał za wygraną i przytaknął, opuszczając głowę w dół. Pochwili znowu byliśmy sami. – I co dalej? – zapytałam, przeciągając nieco słowa, choć byłam pewna, że mówię całkiem normalnie. Myślał przez chwilę, przyglądając mi się uważnie, a gdy obdarzyłam go lekko narkotycznym uśmiechem, pokręcił głową. – Flavio niestety ocknął się i strzelił do ciebie. Flavio – powtórzyłam za nim w głowie, a na mojej twarzy zagościła n... Recenzja Ebooka - Maya kolejne 365 dni docer pdf Książki Blanki Lipińskiej wcale nie są TAK złe jak to się w internecie rozeszło. Odnoszę wrażenie, że całą tę spirale nakręciły media niż faktyczne opinie o książce. Nieszablonowa postać Blanki, jej awangarda i dość barwna osobowość wystarczyły w wielu przypadkach jako ocena książki. Oceniając ją z jej zachowań oceniali książkę. A to źle. Dodatkowo wydaje mi się że media karmią się w przypadku tej premiery hasłem "nie ważne jak mówią, ważne że mówią" - bo skrajne opinie się mieszają (od miłości do nienawiści) a czytelników przybywa. Wiedziona czystą ciekawością i szykując się na najgorsze, nacisnęłam Play odtwarzając audiobooka. Mijały mi przy nim godziny. W końcu się skończył. Wzruszając ramionami sięgnęłam po dwa następne. Przed chwilą dotarłam do końca trzeciej historii. I wiecie co? To jest PRZECIĘTNE. Nie zajebiście (przepraszam za słowa) nieziemski i cudowny erotyk. Nie kupa gówna i obrzydlistwo. Po prostu dla mnie, która uważa się za kogoś, kto czyta dużo i erotyki też nie są mi straszne (czytywałam też te NAPRAWDE DOBRE) i dla mnie jako dla osoby która w żaden sposób nie nastawiła się na hejt i dogodny moment by wykrzyknąć "a nie mówiłam? To gówno!" była to najzwyklejszą książka o tematyce erotycznej. Teraz w końcu trochę o fabule: Trylogia kolejne 365 dni blanka lipińska ebook to totalny przeciętniak. Z uwagi na gatunek totalnie niczym nas w tej kwestii nie zaskakuje. Do bólu nudno, do bólu "w szablon" do bólu "w obrębie gatunku". To wcale nie było złe. Miało swój ciąg przyczynowo-skutkowy i wydarzenia choć nierealne tworzyły logiczną i spójną całość, następowały po sobie tak jak powinny, były ze sobą powiązane, razem stworzyły historię. Język i korekta robi trochę do życzenia, ale biorąc pod uwagę jakiego kroju jest to literatura, po co taką książkę jak te czytamy oraz że to debiut Blanki która dr facto pisała tę "powieść" by zaspokoić swoje fantazje to wyszło.. całkiem dobrze, ale przeciętnie. I oto właśnie chodzi. Ta książka to klasyczny przykład przeciętnej historii wpasowującej się w ramy swojego gatunku. Więc dlaczego zyskała taką popularność? I tu przytoczę coś co powiedziałam na początku tego wywodu - nie ważne jak mówią, ważne że mówią. Wokół trylogii i autorki narośla kupa gnoju porośnięta kwiatkami, dwie strony barykady obrzucały się czym popadnie lawirując od określeń "najgorętsza książka roku" aż po "największe gówno jakie kiedykolwiek czytałam". Ale nic po środku. Dlatego czytelnicy zainteresowani którąkolwiek ze stron sięgali po trylogię chcąc się przekonać o co chodzi a spirala się nakręcała. Gdyby nie marketing, pewnego rodzaju znajomości autorki i podejście "skoro nie możemy z tego zrobić książki roku, to niech ją zmieszają z błotem, ale mówią" nie byłoby o tej książce tak głośno. Bo prawda jest taka że ta książka ani nie jest zajebista ani gówniana. Ona jest po prostu zbyt PRZECIĘTNA by o niej tyle mówićakcesoria książkowe shopeekolejne 365 dni pdf doci Blanki Lipińskiej to ostatnia część słynnej serii opowiadającej historię Massimo i serię przeczytałam już dawno temu. Od razu część po części. ;)Muszę przyznać, że zdecydowanie ta część była moją ulubioną. Mam wrażenie, że właśnie tutaj najwięcej się koniec ostatniej części serii Laura została postrzelona. Przeżyła, jednak straciła dziecko. To doświadczenie zmienia Massimo. Mężczyzna zaczyna pić i nadużywać narkotyków. Zaniedbuje również żonę. Laura zaś rozwija swoją markę modową, cały czas wracając myślami do swojego porywacza Nacho. Przystojny Kanaryjczyk także nie potrafi zapomnieć o Laurze. Zaczyna po tajemnie się z nią spotykać. W tej części mamy także ślub Olgi i Domenico. :DJeśli uwielbiacie Massimo, to muszę Wam powiedzieć, że po przeczytaniu tej części całkowicie zmienicie o nim zdanie. To, jak w tej części będzie postępować Sycylijczyk i co zrobi Polce jest po prostu niewybaczalne. Ja zdecydowanie jestem #teamNacho. Mimo, że mężczyzna jest płatnym zabójcom, jest zdecydowanie pozytywniejszą książki jest bardzo zaskakujące, poznajemy w nim prawdziwy powód fascynacji Massimo Laura zdradzi męża? Kogo wybierze? Co zrobi Massimo? Przekonajcie się sami! :Dkolejne 365 dni pdf chomikuj Ta część przysparza naprawdę wielu emocji. Jest w niej niesamowicie dużo zwrotów akcji. Do końca nie wiadomo, jak potoczą się losy bohaterów. Oczywiście, jak przystało na tą serię, znajdziemy tu sporo fajnych scen nie polubiłam głównej bohaterki. Mam wrażenie, że ona kompletnie nie myśli do przodu. Nie przewiduje, co może jej się stać. Postępuje cały czas bardzo pomysł na książki wydaje mi się bardzo interesujący. Naprawdę momentami ciężko się oderwać od historii. Ja przez cały czas byłam ciekawa jak potoczą się losy bohaterów i od początku wiedziałam, że muszę przeczytać wszystkie części. I mimo wszystko, nie uważam by była to historia tylko o seksie. ;) Jest go dużo, no ale to przecież taki gatunek.

365 dni książka pdf