wywiad z cezarym pazurą

Dziś światowy dzień lekarza weterynarii!!! :) Z tej okazji tuż po godzinie 15stej wywiad z naszym doktorkiem - Cezarym Sygockim w Radio Plus Radom, RT @lata8290: Kronika filmowa 📽️ 2️⃣5️⃣ lat temu (17 listopada 1997) miała miejsce premiera filmu "Kiler" z Cezarym Pazurą w roli głównej. 17 Nov 2022 08:08:30 Cezarym Rozliczyłam się i powróciłam do rozmowy z Cezarym. Przez chwilę oboje z Cezarym patrzyli na siebie. Siedzieliśmy z Cezarym na ławce w parku. Pracuję razem z Cezarym. Ale można sobie zrobić zdjęcie z Cezarym. Miejscownik: (o kim? o czym?) Cezarym Powiedz mi, co myślisz o Cezarym. W głowie kłebiły mu się mysli i Hasło do krzyżówki „film z Cezarym Pazurą” w słowniku krzyżówkowym. W naszym internetowym słowniku szaradzisty dla wyrażenia film z Cezarym Pazurą znajduje się tylko 1 definicja do krzyżówek. Definicje te podzielone zostały na 1 grupę znaczeniową. 108 views, 2 likes, 0 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Urząd Dzielnicy Praga-Południe m.st. Warszawy: Miesiąc temu w naszej dzielnicy odbył się 26 finał Wielkiej Orkiestry Verheiratete Frau Flirtet Mit Verheiratetem Mann. Strona główna Seriale Żmijowisko Wideo Żmijowisko Making of Wywiad z Cezarym Pazurą 201945 trzydziestoparoletnich przyjaciół ze studiów wyjeżdżają ze swoimi dziećmi na wakacje do letniska "Żmijowisko". Pewnego wieczoru, w trakcie zakrapianej alkoholem imprezy, znika 15-letnia Ada, córka Arka i DomagałaAgnieszka Żulewska Podczas tegorocznej, VII Gali Gnieźnieńskiego Sportu wystąpił Cezary Pazura. Artysta udzielił nam po występie krótkiego wywiadu. Skąd u Pana tyle energii? A to widać? Wie Pan taki występ długo nie trwa, także godzinę, półtorej można wykrzesać, a zbyt często się nie gra. Nie no żartuję oczywiście. Energię zawsze miałem. Nie wiem skąd. Z kosmosu. Jak występuje się w Gnieźnie? To jest wspaniałe miasto. Wielokrotnie tu byłem. Występowałem w różnych miejscach, ale w Teatrze pierwszy raz. Wspominał Pan w trakcie występu swoją rolę w „Pograniczu w ogniu”. Ten film bardzo mocno wspomina historię Wielkopolski. Czy wpłynęło to w jakiś sposób na postrzeganie przez Pana tej części kraju? Na pewno tak, bo przecież mój bohater jest poznaniakiem, jest pozańską „pyrą”. Dużo zdjęć mieliśmy w Poznaniu i w Wielkopolsce. Z jednej strony występy w filmach, z drugiej strony kabaret i występy przed „żywą” publicznością. Co jest dla Pana lepsze? Wolę występ dla żywego widza, bo ocenę ma się natychmiast. Jest reakcja lub jej nie ma. Film musi czekać na swoją premierę i potem czyta się różne dziwne rzeczy na swój temat w gazetach, niekoniecznie pochlebne. Ludzie głosują też „nogami” idąc do kina i potem człowiek patrzy na rankingi. W ogóle żyjemy w takim świecie, że ważna jest oglądalność i ile osób kupi bilet. Czytałem ostatnio, że kino polskie przeżywa renesans. Proszę sobie wyobrazić, że w 2011 roku 65% wszystkich sprzedanych biletów, było biletami na polskie filmy. Dziwne nie? A w zeszłym roku o tej porze było to 17%. Ten rok był dobry dla polskiego kina, bo ponad co drugi bilet był kupiony na polski film. Z jakością natomiast nie ma zasady. Na pewno jakoś to się przekłada. Spójrzmy na kino amerykańskie. Oni robią tysiące filmów rocznie i tam 10 – 15 jest do oglądania, wybitnych, przemyślanych, opartych na dobrych scenariuszach. Trzeba próbować, bo też za dużo o życiu wiemy. Mamy dostęp do wielu informacji podanych w różny sposób – jest internet, telewizja, książka, prasa, życie codzienne. Kiedyś powstawał jeden film na jakiś czas. To naprawdę było święto kina. Teraz jest tego bardzo dużo. Każdy może zrobić film. Pan też ma kamerę w komórce i może Pan nakręcić. Czy nie jest tak, że w polskim kinie jest za dużo celebry,a za mało gry scenicznej, teatralnej? W filmie nigdy nie było takiej gry. Aktorstwo filmowe było takim aktorstwem oszczędnym. Aktorstwo teatralne przed kamerą nie sprawdza się, ono jest sztuczne. Jak oglądamy filmy przedwojenne, kiedy aktorzy grają z patosem, na wynos, to trochę nas to drażni. Teraz też są inne kamery, inne możliwości świecenia. Te kamery zaglądają, można powiedzieć, w głąb duszy. Wtedy nie wolno krzyczeć. Ekrany mają po 8 metrów. Jak Pan siedzi w kinie i zobaczy Pan oko, które ma 8 metrów, to ono tyle wyraża, że nie ma już co krzyczeć. Na pewno jest inna jakość aktorstwa, ale taki jest duch czasu. Miałem szczęście grać z Hanną Bielicką pod koniec jej życia. Ona prezentowała kompletnie inne aktorstwo. Powiedziała, że jest szczęśliwa, że „odchodzi”, bo mówiła, że już nas – młodych ludzi nie rozumie, że już jej się to wszystko nie podoba i może dlatego tak to jest wszystko wymyślone, że pokolenie następuje po pokoleniu i każdy ma inne poczucie estetyki. Ono się zmienia jak patrzymy od starożytności aż do współczesności. Zawsze są powroty do przeszłości i są jakieś odniesienia. 25 lat na scenie. Jaka rada dla tych, którzy teraz zaczynają? Radę trudno powiedzieć w tych czasach, bo teraz jest inny rodzaj rekrutacji do tego zawodu. Nie dostajemy się wyłącznie przez szkoły teatralne, ale chociażby przez jakieś telewizyjne show. Są różne metody. Są także szkoły prywatne. Ja życzę tym, którzy zaczynają przygodę z aktorstwem, żeby trafili na swoją rolę. Jak człowiek ma ten łud szczęścia i spasuje się z postacią, która jest w danym momencie nośna, jest dobrym przekaźnikiem dla tego pokolenia, to jest wygrana. Oczywiście to są przypadki jednostkowe i bardzo trudno jest taki los na loterii wygrać. Wydaje mi się, że mi się to udało w latach ’90. Zagrałem w „Krollu”, potem w „Psach” i to były właśnie takie filmy pokolenia. To był ten głos, który musieliśmy oddać w obronie naszego pokolenia, które było zagubione, które zaczęło się rozliczać teczkami, zaczął się okres transformacji. My pokazywaliśmy w tych filmach naszą transformację duchową i moralną na podstawie takich najprostszych środowisk, które znaliśmy wtedy, czyli wojska i milicji. W tej chwili wszyscy ścigają się tylko na ilość sprzedanych biletów i to trochę smuci. Może zapominamy, że prawdziwa sztuka zawsze się obroni. Trzeba robić dobre kino a ludzie pójdą na film. Boję się, że przez takie wychowanie na coraz słabszych elementach my uczymy widzów po prostu tego, że sztuka jest konsumpcją. Zauważcie, że kiedyś jak powstał film to mówiło się o nim rok-dwa. W tej chwili żywot filmu to jest miesiąc w kinie, potem na DVD i do widzenia. My konsumujemy. Nie celebrujemy sztuki, a myślę, że sztuka powinna być celebrowana. A może po prostu się mylę. Nie wiem. To jest moje zdanie. (Buk) CP: Ten film odcisną wielkie piętno na nas aktorach, ale także na widzach. Umówmy się, jest to jednak film kultowy. Kultowe filmy mają to do siebie, że ludzie czekają czy będą dalsze losy bohaterów czy nie. Ryzyko związane z tym jest ogromne dlatego że historia zna już takie przypadki, że film reanimowany po latach niestety nie spodobał się publiczności, bo był robiony na siłę, bo tak ktoś chciał. Ten pomysł musiał dojrzeć, przede wszystkim w reżyserze i scenarzyście, czyli we Włodku Pasikowskim. Ale materiał który nam dał jest świetny. Ja się cieszę z tego trailera który powstał, bo zrobiłem takie ufffffff. Po tym trailerze nie dowiesz się nic, jaki jest wątek, nie zdradza tajemnicy o czym będzie film, tylko tak „nęci” jakby to powiedzieć takim żargonem rybackim. Tak w bardzo dobry sposób zachęca do obejrzenia. Czytałem komentarze na Facebooku, kiedy ukazał się i jeden z moich fanów napisał „Panie Czarku, idę do kina w imię zasad”. Czyli wykorzystał podtytuł filmu do takiego sloganu, który ja chcę teraz wykorzystać, w imieniu swoim i innych którzy pracowali przy tym filmie, aby zachęcić do pójścia do kina. Mogę śmiało powiedzieć, IDŹCIE DO KINA, W IMIĘ ZASAD. Bo jeżeli ktoś widział jedynkę i dwójkę, to jego obowiązkiem jest iść do kina i zobaczyć trójkę, a kto nie widział jedynki i dwójki to tym bardziej musi iść do kina. IC: I właśnie trafił Pan idealnie w moje następne pytanie. Czy film trafi tylko do osób, które oglądały poprzednie części? CP: To jest film absolutnie mogący żyć swoim życiem, bo mówi się o tym co się stało z bohaterami i tych bohaterów możemy poznać dzisiaj. Ale nawet jak ktoś zacznie od części trzeciej to podejrzewam, że sięgnie po pierwszą i drugą, żeby tych bohaterów sobie przybliżyć, kiedy byli młodzi. Ja bym jednak zachęcał, żeby zobaczyć wszystkie części. Ja mam coś takiego, że jak słyszę ze wychodzi kolejna część, to najpierw sobie oglądam wcześniejsze. Ale mówię, konieczności nie ma. IC: A jak się pracowało z aktorami znanymi z poprzednich części, ale także ze „świeżą krwią” filmu? CP: Znamy się ogólnie także z innych tytułów, czy z teatru. Z Sebastianem Fabijańskim spotkałem się pierwszy raz na ekranie, z Dorocińskim już grałem, z Lindą to wiadomo, wielokrotnie, z Janem Fryczem też udało mi się już pracować. Tam jest plejada wspaniałych kolegów aktorów, więc wszyscy się znamy. I powiem szczerze, że jak się spotykamy na planie, to jest tak że wszyscy są na takim uśmiechu, bo nie mamy czasu się tak często spotykać w robocie razem, tylko tak że ktoś nas skrzyknie. To jest chyba marzenie każdego aktora i to z każdego pokolenia, żeby ktoś wymyślił taki scenariusz, żeby zebrać nas wszystkich do kupy i zrobić jeden tytuł. A nie że jeden gra w jednym tytule, a drugi w innym i tak się ciągle mijamy. IC: To już takie pytanie na koniec, na rozluźnienie. Piotr Adamczyk w wywiadach mówi, że już na zawsze pozostanie na nim piętno roli Papieża. A na Panu która rola odcisnęła swój ślad? Z kim do końca będzie utożsamiany Cezary Pazura? CP: Na szczęście nie zagrałem czegoś takiego jak Piotrek. Znaczy na szczęście, on miał to szczęście, że zagrał wybitną rolę, i to w filmie o globalnym zasięgu. To oczywiście jest sytuacja do pozazdroszczenia. Ale to właśnie jest niebezpieczeństwo dla aktora, który gra bardzo dobrze, bo jak ktoś gra tak średnio to my go nie widzimy. A jak ktoś gra świetnie to odciska piętno no i go zapamiętujemy. Ja miałem kilka takich momentów w karierze, które odcisnęły piętno na mnie. Na pewno był to 13 posterunek, Kroll Władysława Pasikowskiego albo Psy, czy Kiler. Na pewno jeszcze były to Chłopaki nie płaczą i Nic śmiesznego. To były takie filmy z którymi jestem do dziś jestem kojarzony a także z tymi postaciami. A co będzie dalej? Dalej to zobaczymy. IC: Bardzo dziękuję za miłą rozmowę. CP: Ja również dziękuję. Julia Materna: Jak wspomina Pan plan filmowy? Co najlepiej Pan pamięta z filmu? Był Pan wówczas bardzo młody. Cezary Pazura: Pamiętam przede wszystkim swoją młodość i swój zapał do pracy. Najmocniej przeżyłem scenę w szpitalu, kiedy rozbijam szafki, denerwuję się. Ze wspomnianą sceną wiąże się zabawna historia. Reżyser Władysław Pasikowski z operatorem Pawłem Edelmanem trochę się poróżnili i nastąpiła przerwa w zdjęciach. Bardzo spieszyłem się wtedy na spektakl do Warszawy. Pamiętam, że zostało nam mało czasu na zrobienie tej sceny. Praktycznie wykonałem jeden dubel, ponieważ byłem przeraźliwie zdenerwowany. Ich kłótnia bardzo pomogła mi zagrać te emocje, które widać na ekranie. JM: Czy wspomniana scena celowo była tak gwałtowna? CP: Tak. Spieszyłem się i musiałem to zrobić szybko i odważnie. Byłem tak strasznie zdenerwowany na kolegów, że to po prostu przeniosło się na ekran – dla dobra sceny. Bardzo mnie cieszyło, że tak to wyszło. Za tę właśnie scenę otrzymałem najwięcej pochwał i dobrych słów. Rzeczywiście, wyszła brawurowo. A sam film był dla mnie o tyle ważny, że pierwszy raz spotkałem się na planie z żywą legendą, moim ukochanym aktorem – Januszem Gajosem. To jest dla młodego aktora zawsze duże przeżycie. Był to dla mnie ważny moment. JM: Jak wyglądała Pańska relacja z Bogusławem Lindą? CP: Bogusława znałem już z "Krolla", ponieważ pracowaliśmy razem przy debiucie Władka. Praca przy filmie "Psy" była naszym drugim spotkaniem. Od tego czasu publiczność jakby nas ze sobą złączyła. Para Linda – Pazura stała się kultowa w filmach Pasikowskiego. Trochę żałuję, że więcej takich filmów nie powstało. W Ameryce robi się tak celowo. Jeżeli już jakaś figura filmowa się udaje, przynosi zysk i cieszy się powodzeniem, to się ją powtarza, dopóki działa. Miałem za mało okazji, żeby grać z Bogusławem. Występowaliśmy jeszcze potem w "Psach 2: Ostatnia Krew" czy u Macieja Ślesickiego w filmie "Tato". To jedyne nasze wspólne role. Teraz po latach spotkaliśmy się przy filmie "Psy 3. W imię zasad". JM: Film "Psy", w tamtych czasach, był nowatorski i może trochę zaskakujący. Potem stał się oczywiście produkcją kultową. CP: Tak, przede wszystkim film poruszył temat teczek i palenia przeszłości ubeckiej na śmietniku. Stał się bardzo symboliczny przez cały proces zmian, który zaszedł w naszym kraju. Filmy Pasikowskiego cieszyły się wielką popularnością w tamtych czasach. Wszyscy zazdrościli mu lekkości pióra: świetnie pisał dialogi, scenariusze, reżyserował bardzo dobre filmy. Andrzej Wajda powiedział o Pasikowskim, że wie o polskim widzu więcej niż każdy inny reżyser. Rzeczywiście, Władysław pochodzi z Łodzi i jest świetnym obserwatorem życia. W tych czasach odnalazł się doskonale. Jest też wybitnym fachowcem – skończył przecież wspaniałą Łódzką Szkołę Filmową na Wydziale Reżyserii. Myślę, że nikt z nas nie zdawał sobie wtedy sprawy, że robimy coś ważnego. Ten film dał początek nowoczesnemu polskiemu kinu. Pewien recenzent kiedyś napisał, że polscy widzowie wrócili do kin dzięki Pasikowskiemu. Był taki moment w naszej historii, osobiście też miałem takie odczucie, że słysząc "polski film", wiedziałem, że na pewno biletu nie kupię. Chodziło się wtedy na amerykańskie filmy. Te polskie były nudne, sztampowe, w dodatku na tematy, które nas, młodych ludzi, nie interesowały. JM: Olaf Lubaszenko wspominał, że początkowo film był wzorowany na "Policjantach z Miami". Dopiero później scenariusz został dostosowany do polskich realiów. CP: Rozmiłowaliśmy się w amerykańskim filmach. Lubiliśmy je oglądać i dlatego chcieliśmy stworzyć coś podobnego, tylko po polsku i z polskimi bohaterami. Władysław Pasikowski świetnie odnalazł się w tym stylu i okresie. Znalazł klucz do sukcesu, którego wszyscy mu potem zazdrościli. Nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, że film "Psy" stanie się kultowy. Cytaty z "Psów" są znane do dziś. Ktoś zabawny kiedyś powiedział o Pasikowskim, że jeśli chodzi o dialogi, to w skali od 1 do 10 trzeba mu dać 12 punktów. Co napisał tekst, to od razu był hit. To nieprawdopodobne. To był złoty okres jego twórczości. Miło mi było i miło mi jest do dziś, że mogłem spotkać się z Władkiem i aktorami na planie tak ważnego filmu w naszej kinematografii. JM: Był Pan wtedy bardzo młodym aktorem, a dostał Pan naprawdę ważną rolę w filmie. Jak się Pan z tym wówczas czuł jako młody człowiek? CP: Może się to wydawać śmieszne, ale liczyłem na coś więcej. W "Krollu" dostałem nagrodę na Festiwalu w Gdyni i myślałem, że po tym filmie będę grał u Pasikowskiego same główne role. Okazało się, że gram Nowego. Nie umiałem jeszcze wtedy czytać scenariuszy. Ta rola wydała mi się taka sobie. JM: Nadał jej Pan jednak niesamowity charakter. CP: Tego się nauczyłem. To aktor nadaje sens temu, co jest napisane. Mówił to zawsze Pan Wajda – "obsada to połowa sukcesu". JM: Czy mógłby Pan wspomnieć o swoich ulubionych kwestiach z filmu? CP: Moje ulubione to wszystkie wypowiadane przez Franza Maurera. Na przykład "Ty stara dupa jesteś" albo "Co ty wiesz o zabijaniu". To są kultowe teksty. : Zdaje mi się, że w momencie pojawienia się w kinach film dostał pół gwiazdki w jednym z rankingów. Teraz po dwudziestu paru latach, otrzymał osiem czy nawet dziesięć gwiazdek. Wszyscy mówią, że "Psy" są kultowe. Krytycy niekoniecznie rozumieją filmy w pierwszym odbiorze. Żyjąc w danych czasach, zazwyczaj ma się pewnie przekonanie dotyczące aktualnych zjawisk. Gdy powstaje coś nowego, to niekoniecznie wszyscy są na to gotowi. To jednak było coś nowego. Pierwszy raz ukazała się tak odważna propozycja. W filmie jest taka słynna scena, kiedy pijanego ubeka niosą na drzwiach, śpiewając "Janek Wiśniewski padł". JM: Scena ta uchodziła za bardzo kontrowersyjną. CP: Władek chciał ją nawet wyciąć. Pamiętam, że bardzo go prosiłem, żeby tego nie robił. "Jeśli kiedyś historia cię zapamięta, to przede wszystkim z tej sceny". JM: Tak, ona nadal budzi emocje i rezonuje. CP: I oto właśnie chodzi! To jest mocne. Uważam, że co jak co, ale takich rzeczy artyści nie powinni się bać. Edyta Pazura o długach i kredytach: „Mieliśmy mnóstwo problemów” Edyta Pazura o kredytachEdyta Pazura o trudnych początkach z Cezarym PazurąZwiązek Edyty Zając ze starszym o blisko 25 lat Cezarym Pazurą od początku wzbudzał duże zainteresowanie mediów i internautów. Krytycy twierdzili, że to dzięki znanemu partnerowi młoda Krakowianka otrzymała rolę w filmie „Weekend” oraz posadę w telewizji Polsat Cafe, wytykali jej także brak talentu aktorskiego. Duże emocje wywoływały także kolejne metamorfozy Pazura aktualnie pracuje nad nowym projektem. Wystąpi w specjalnej edycji programu „Top Chef. Gwiazdy od kuchni„. W miedzy czasie aktorka znalazła chwile wolnego, aby udzielić obszernego wywiadu dla Party, w którym opisuje swój związek z Cezarym. Opowiedziała też, gdzie nauczyła się tak dobrze gotować:Nasze małżeństwo jest udane i tyle już razem przetrwaliśmy, że zawodowe relacje nie mogą nam zaszkodzić. Chociaż to oczywiście nie oznacza, że zawsze jest u nas kolorowo. Jeżeli ktoś twierdzi, że w jego związku jest zawsze słodko i pudrowo, to oszukuje. Tak nie ma! Raz jest lepiej, a kiedy indziej gorzej. Najważniejsze, żeby trzymać się razem. My wiele przeszliśmy, mieliśmy mnóstwo problemów – zdrowotnych, osobistych i finansowych, jak to w małżeństwie bywa. Ale zawsze wychodzimy z nich silniejsi. Przez dziesięć lat żyliśmy na kredyt. Po rozwodzie Czarka właściwie zaczynaliśmy od zera. Wszystkiego razem się dorabialiśmy. Bywało różnie. Były momenty, kiedy bez wyrzutów sumienia lecieliśmy na fajne wakacje, ale i takie, kiedy mieliśmy zawirowania finansowe, wynajęliśmy dom, a wieczorami siadaliśmy z kartką i ołówkiem i zastanawialiśmy się, co dalejTego o Edycie i Cezarym jeszcze nie Edyta Pazura już tak nie wygląda! Gwiazda zmieniła kolor włosów. Na jaki? Jesteśmy w szoku!Edyta Pazura o kredytach i długach z CezarymEdyta Pazura o związku z Cezarym PazurąCezary i Edyta Pazura Fot. screen z FacebookEdyta i Cezary PazuraCezary i Edyta Pazurowie od kiedy są razemNajczęściej czytane dziśMoże Cię zainteresować

wywiad z cezarym pazurą